To co w ostatnich dniach dzieje się z pogodą przechodzi ludzkie pojęcie. Połacie lasu zdmuchnięte z powierzchni jak domek ze słomy w bajce o Trzech Świnkach...
Co robić kiedy pogoda zmienną jest i nie pozwala wygodnie zawisnąć w hamaku z książką? Filcować! Dawno tego nie robiłam... Trochę dziurawo mi wyszło, jak po sztormie... Taki był jednak mój zamiar, aby było lekko, frywolnie i fikuśnie - w takim szalu można się godnie prezentować na molo u boku kapitana!
![]() |
szal/nunofilc/shawl/nunofelt
Kwiaty to oczywiście jedwabny fragment chusty, szyku dodają srebrne nitki, splątane jak sieci rybackie. Czy ktoś znajdzie dziurę w całym? ;-)
Upały chwilowo zelżały, więc ciepłe okrycie na ramiona nie zaszkodzi.
Chłodnik, o którym wspominałam, mniej dziś na miejscu, ale może się jeszcze przydać i pasuje mi do czerwonych akcentów dzisiejszego krótkiego posta. Chłodnik przygotowałam według tego przepisu.
W obrazkowym skrócie
przygotowanie wyglądało tak:
To by było tyle na dziś.
Czerwonych kwiatów w ogrodzie chwilowo brak, poza jedną mizerną sztuką pelargonii, której pokazywać nie będę!
Pogodnego tygodnia Wam życzę!